Chcesz w spokoju poczytać książkę, siedząc przy kominku? Nie ma
takiej opcji, coś ci musi przeszkodzić. Właściwie bardziej ktoś, niż
coś.
Otóż w fotelu dosłownie trzy kroki ode mnie usiadł szanowny
pan Black i zaczął się na mnie gapić, nawet nie próbując udawać, że
patrzy na coś innego. Moje próby ignorowania jego wzroku i skupienia się
na książce spełzły na niczym, kiedy Syriusz chrząknął dość głośno.
Zatrzasnęłam książkę i spojrzałam na niego zirytowana.
- Czego chcesz, Black? - warknęłam.
- Chcę spytać - zaczął przysuwając fotel bliżej mojego - czy idziesz w sobotę do Hogsmead?
- Może - spojrzałam na niego ponuro. - Ale nawet jeśli, to nie z tobą.
-
Nieee - wywraca oczami. - Chciałem cię zaprosić na piwo kremowe, albo
coś w tym stylu. Poznalibyśmy się czy coś - uśmiechnął się zalotnie.
-
Nie - powiedziałam stanowczo i otworzyłam książkę. - Możesz już sobie
iść - wywróciłam oczami, kiedy chłopak wrócił do poprzedniego zajęcia,
czyli gapienia się na mnie.
- Nigdzie się nie ruszę, dopóki się nie zgodzisz wypić ze mną piwa - parsknął i zabrał mi książkę. Przesadził.
-
Po co ci ta książka? - uniosłam brew rozbawiona. - Przecież i tak nie
umiesz czytać - wyciągnęłam rękę z miłym uśmiechem. - Oddaj.
- Nie mów do mnie, jak do psa - mina mu spochmurniała, ale położył zamknięty tom na mojej dłoni.
- Dlaczego nie? - przekrzywiłam głowę. - Przecież prawie nim jesteś. - Słysząc te słowa spoważniał.
- Skąd wiesz? - syknął, a ja nagle wpadłam na genialny pomysł udawania, że wiem, o czym mówi.
- Tajemnica - uśmiechnęłam się niewinnie i podkuliłam nogi.
- Nie żartuj sobie - warknął prawie groźnie. - Powiedz łaskawie skąd wiesz, że jestem animagiem i dam ci spokój, obiecuję.
-
Spieprzaj, Black - westchnęłam, próbując nie okazywać, jak bardzo się
zdziwiłam. W życiu bym nie podejrzewała, że ktoś taki jak Syriusz byłby
animagiem.
Na szczęście dokładnie w momencie, w którym otwierał
usta, żeby coś mi odpowiedzieć, z drugiego końca Pokoju Wspólnego
zawołał go Potter. Odchodząc czarnowłosy rzucił do mnie jeszcze
niewyraźne i niepewne "jeszcze nie skończyliśmy". No cóż, ja uważam
inaczej.
Otworzyłam książkę i już chciałam oddać się przyswajaniu
wiedzy o Zaklinaczach Czasu. Teoretycznie są legendą. Ale w każdej
legendzie tkwi ziarnko prawdy. W tej również. Ale o tym kiedy indziej.
Otóż zanim zdążyłam przeczytać choćby jedno słowo usłyszałam, jak ktoś
podchodzi do mojego fotela i podniosłam głowę niechętnie.
- Tak, Noah? - westchnęłam, widząc wściekłą minę mojego brata. Jakimś cudem wiedziałam, o co mu chodzi.
- Możemy pogadać? - warknął, mierząc mnie zirytowanym spojrzeniem. - Gdzieś indziej.
-
Nie mam wyboru, nie? - westchnęłam, wstając z fotela i poczułam palące
spojrzenia kilku par oczu. Nie musiałam się odwracać, żeby wiedzieć, że
to Huncwoci.
Noah rzucił mi mordercze spojrzenie i ruszył w
kierunku wyjścia z wieży. Chcąc nie chcąc ruszyłam za nim, zostawiając
uprzednio książkę na stole, stojącym niedaleko foteli.
- Co to miało znaczyć? - warknął, kiedy stanął na szczycie wieży zegarowej. - Wiesz, kim jest Black, Elise.
-
Tak, wiem - wywróciłam oczami. Noah był zdecydowanie zbyt
nadopiekuńczy. - To nie znaczyło absolutnie nic, po prostu podszedł i
zaczął ze mną rozmawiać.
- Nikt z nikim nie rozmawia tak po prostu - spiorunował mnie spojrzeniem. - Zwłaszcza Black.
-
A jednak - westchnęłam głęboko i przestąpiłam z nogi na nogę. -
Dlaczego przyprowadziłeś mnie akurat tutaj? - spytałam, pocierając
ramiona dłońmi, żeby się trochę rozgrzać.
- Bo nikt tu nie przychodzi - oparł się o barierkę. - Ale nie zmieniaj tematu.
-
A co tu jeszcze dodać? - powiedziałam zirytowana. - Podszedł, to z nim
chwilę porozmawiałam, bo nie dało się go spławić. A nawet gdybym z nim
rozmawiała, bo bym chciała, to nic ci do tego, Noah. Nie mam pięciu lat,
umiem zadbać o siebie. Jeszcze coś?
- Um.. nie - podrapał się po szyi.
- Cudownie.
*KOLACJA*
Gdyby przeanalizować wszystkie możliwości i
rozważyć każdą opcję z osobna, być może dowiedziałabym się, dlaczego
Syriusz Black i jego przyjaciele nie odrywali ode mnie wzroku. Cała
czwórka Huncwotów uznała, że wpatrywanie się we mnie, podczas gdy ja
usiłowałam zjeść spokojnie kolację, to bardzo ciekawe zajęcie.
-
Słuchasz mnie? - spytała Olivia, patrząc na mnie sceptycznie. Jednak
zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć zaczęła mówić dalej. - W każdym
razie, naprawdę nie mam pojęcia, jak oni mogli to przegrać. Chociaż to
pewnie przez...
Ledwo stłumiłam parsknięcie. Moja przyjaciółka
znakomicie radziła sobie z ignorowaniem faktu, iż absolutnie nie
interesuję się mugolską piłką nożną i nigdy nie słucham tego, co o niej
mówi. Z resztą nawet gdybym słuchała wielkiej różnicy by to nie zrobiło.
Absolutnie nie rozumiałam zasad tej gry, co Olivia również skutecznie
ignorowała.
Kiedyś, bardzo dawno temu, obejrzałam z nią jeden
mecz i stwierdziłam, że ta dyscyplina nie ma sensu i zdecydowanie nie
jest na tyle ciekawa, żeby ją oglądać.
- Olivia, pamiętasz te
pierniczki, które moja mama ostatnio przysłała i tak ci smakowały? -
zaczął Laurent, patrząc na list, który właśnie dostał. Tylko Olivia nie
widziała tych maślanych oczu, którymi Laurent na nią patrzył. - No to
mam na nie przepis - machnął kartką, i zaczął go czytać, nie czekając na
odpowiedź Olivii. Chłopak jakby nie zdawał sobie sprawy, że nikt z
obecnych, oprócz niego nie mówił po hiszpańsku i wtrącał słowa w tymże
języku w "kluczowych" momentach przepisu. Na przykład: "dodać szklankę
leche i zmieszać z pastel". Do dnia dzisiejszego nie wiem, co to miało
znaczyć.
- Jezu, Laurent, jak coś do nas mówisz, to po angielsku -
Nicholas wywrócił oczami. Zawsze go denerwowało, kiedy Laurent używał
przy nas hiszpańskiego. - A ty, Elise, wytłumacz mi, dlaczego Huncwoci
się na ciebie gapią - zwrócił się do mnie, ale nie paliłam się do
odpowiedzi, więc udałam, że nie słyszałam. Właściwie było to całkiem
możliwe, bo cała ich trójka mówiła jednocześnie na trzy różne tematy. -
Boże, ale Remus ma piękne oczy - westchnął chłopak, opierając brodę na
ręce. - Czy tylko ja to widzę? - spojrzał po nas. - Czy którekolwiek z
was mnie słucha? - W odpowiedzi dostał dalszą część przepisu na
pierniczki i dokładny opis jakieś bramki w jakimś meczu. No i z mojej
strony ciszę.
Zawsze go irytowało, kiedy nikt go nie słuchał.
Jest dość zadufany w sobie i potrzebuje ciągłej uwagi. Gdyby cały czas
się tak zachowywał to na pewno teraz nie siedział by tak blisko mnie.
Ale poza tymi chwilami (które zdarzają się dość często), kiedy nie
zachowuje się jak narcystyczny pajac, to jest naprawdę świetnym
przyjacielem.
- Black tu idzie - powiedział konspiracyjnym szeptem, a
ja natychmiast wyprostowałam się i odwróciłam głowę w stronę Huncwotów,
którzy nadal wlepiali we mnie wzroki. Wszyscy czterej siedzieli
dokładnie w takich samych pozycjach jak wcześniej.
- Mało śmieszne - mruknęłam i dolałam sobie soku dyniowego.
- Czyli już wiemy, dlaczego jesteś taka niemrawa - wyszczerzył się Laurent. - Coś cię z nim łączy?
-
Powiedz, że tak - zawołał Nicholas, prawie podskakując z zachwytu, a ja
rzuciłam zdenerwowane spojrzenie w kierunku chłopaków. - Gdybyś się z
nim zadawała, to zadawałabyś się też z Remusem i może byś nas zeswatała -
patrzył na mnie z nieukrywanym entuzjazmem.
- Uspokój się, Nicholas - wywróciłam oczami i upiłam łyk soku. - Nic mnie z Blackiem nie łączy i nic nie będzie mnie łączyć.
- Mądra dziewczynka - Olivia objęła mnie ramieniem. - Syriusz Black to skończony dupek.
- Ale Remus nieee - jęknął i posłał Lupinowi rozmarzone spojrzenie.
- To idź i do niego zagadaj - brunetka wywróciła oczami. - Najwyżej cię wyśmieją.
-
A żebyś wiedziała, że zagadam - powiedział Nicholas pewnie i wstał z
miejsca, a Olivia spojrzała na niego sceptycznie. - Poproszę o korki z
OPCM.
Nicholas jak powiedział, tak zrobił. Podszedł do Lupina,
powodując chwilowe oderwanie się czterech par oczu ode mnie, i spytał z
miłym uśmiechem, czy mógłby go trochę poduczyć obrony przed czarną
magią, bo za nic nie umie zrozumieć jednego tematu. Lupin oczywiście się
zgodził. Jakżeby inaczej.
- Kocham cię, Mitchell - zaśmiałam się, patrząc na chłopaka, który próbował nie uśmiechać się jak wariat.
- A ja kocham Lupina - wyszczerzył się. - A ty bierz się za Blacka, Elise - powiedział stanowczo.
- Nicholas, kochanie - zaczęłam łagodnie. - Nie biorę się za idiotów. - Westchnął teatralnie na moje słowa.
- No jak sobie chcesz - wywrócił oczami. - Ale według mnie to poważny błąd.
-
A według mnie nie - powiedziałam stanowczo i odłożyłam widelec. -
Idziesz, Olivia? - spytałam, widząc, że dziewczyna już nie je.
- A my? - spytał oburzony Laurent z pełnymi ustami, a Olivia spojrzała na niego jak na idiotę.
- Jesz, kretynie. Przecież nie pójdziesz z talerzem - wywróciła oczami i wstała.
-
Racja, solectio - pokiwał głową i spojrzał na Olivię tym tęsknym
wzrokiem, którego ona nie zauważała. - Widzimy się później? - spytał,
kiedy zmierzałyśmy już w stronę wyjścia z Wielkiej Sali, ale nie
doczekał się odpowiedzi.
***************************************************************
Dzień dobry wieczór!
Tak na wstępie życzymy Wam
wszystkim wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku. Zdrowia, szczęścia i
takie tam rzeczy, które przeważnie mówi się składając życzenia.
Mamy nadzieję, że podobał Wam się rozdział, bo my obydwie jesteśmy zadowolone.
xo Ela i Natalia
piątek, 22 grudnia 2017
niedziela, 17 grudnia 2017
1. Noah
Siedziałem na transmutacji, zerkając na Lily co chwilę i
zastanawiając się, co mogła oznaczać moja wizja z tego poranka. Była o
tyle nietypowa, że tym razem nie zobaczyłem przejrzystej sytuacji, a
poczułem zapach skoszonej trawy, usłyszałem melodyjny śpiew ptaka i
zobaczyłem różdżkę upadającą na marmurową posadzkę.
Nie mam pojęcia co to mogło oznaczać, ale mam nadzieję, że przeczucia się nie spełniają, bo inaczej miałbym poważne kłopoty. Pewnie nie tylko ja, tak swoją drogą.
Z zamyślenia wyrwał mnie głos profesor McGonagall, która chyba mnie o coś zapytała, ale nie byłem w stanie powiedzieć o co takiego. Spojrzałem na Raven z nadzieją, że ta jakoś mi pomoże, ale ona tylko rozłożyła bezradnie ramiona. - Panie Peregrine, zadałam panu pytanie - powiedziała nauczycielka oschle.
- Jaaa... um... mogłaby pani powtórzyć? - podrapałem się po szyi i spojrzałem na nią przepraszająco.
- Jakie nieprzyjemne skutki mogą nas spotkać po nieudanej transmutacji ciała? - zmierzyła mnie uważnym spojrzeniem, pesząc mnie jeszcze bardziej i sprawiając, że język zaczął mi się plątać.
- Yyy... to... eee... - próbowałem wyjąkać odpowiedź.
Dobiegł mnie stłumiony chichot z końca klasy. Chichot, brzmiący, jak szczekanie psa. Syriusz Black to najgorsza, najbardziej chamska, arogancka i zarozumiała osoba, jaka chodzi po ziemi. W dodatku patrzy na moją siostrę tym wzrokiem napalonego kundla.
Ja i Raven uważamy, że to wzrok napalonego kundla, aczkolwiek wszystkie dziewczyny, na które tak spojrzy uważają, że zostały wybrankami serca pana Blacka.
Zaczynam podejrzewać, że Elise też się na to nabrała. Zwłaszcza, że w jego obecności zakłada włosy za ucho tym ruchem, który oznacza jedno. Nie obchodzi mnie fakt, że Elise zaprzecza, jakoby to robiła. Ślepy nie jestem.
- Może nam na przykład psi ogon wyrosnąć - wycedziłem, zaciskając dłonie w pięści.
- Jeszcze raz odezwiesz się do mnie takim tonem, Peregrine, i dostaniesz szlaban - warknęła nauczycielka i powróciła do prowadzenia lekcji.
- Co w ciebie wstąpiło? - parsknęła Raven. - Psi ogon?
- To przez tego debila - burknąłem. - Śmiał się.
Raven wywróciła oczami na moje słowa i odwróciła się do jakieś dziewczyny z tyłu, szepczącej coś do niej. Tamta przekazała jej pergamin, zwinięty w kulkę, mówiąc, że to od Huncwotów.
Moja przyjaciółka podała mi kartkę z cierpką miną. Rozprostowałem ją na kolanie i po kilku sekundach przedarłem ją na pół, zwinąłem w kulkę i wrzuciłem do torby.
Na kartce był dość pokraczny rysunek, przedstawiający chłopaka, podpisanego Noah, który zawzięcie machał różdżką. Potem następował wybuch, a z kłębów dymu wychodzi Noah ze świńskim ogonem i przerażeniem na twarzy.
- Nie przejmuj się nimi... - zaczęła Raven.
- To idioci - dokończyłem za nią i uśmiechnąłem się lekko. - Wiem, nie przejmuję się.
- Zostało pół minuty - powiedziała Raven, wskazując swój wściekle zielony zegarek, a ja odetchnąłem z ulgą i zwinąłem do połowy zapisany pergamin.
Wychodząc z klasy kompletnie przez przypadek usłyszałem, jak Lily krzyczy do Pottera, że jest skończonym idiotą i ma się do niej nie odzywać. Potter na to odparł, że to przecież był tylko żart i żeby przestała wyolbrzymiać.
Chciałbym powiedzieć, że nie wiem, jak rozmowa się rozwinęła, bo nie podsłuchiwałem dalej, ale chęć dowiedzenia się, dlaczego Lily znowu nienawidzi Pottera była silniejsza ode mnie. Powiedziałem Raven, że zobaczymy się później, na obiedzie w Wielkiej Sali i wszedłem w korytarz, w którym stali Huncwoci i Lily, która wyglądała, jakby zaraz miała się rozpłakać. Widząc ją w takim stanie przystanąłem, czego wcale w planie nie miałem. Chciałem przejść korytarzem jak gdyby nigdy nic. Evans widząc mnie powiedziała Jamesowi, żeby ją zostawił i odeszła, potrącając mnie ramieniem.
A ja stałem w tym samym miejscu, jak cielak i nie wiedziałem co zrobić. Z jednej strony wiedziałem, że ich jest czwórka (praktycznie rzecz biorąc dwójka, bo Remus nie uznaje przemocy, a Peter nie umie rzucić porządnie żadnego zaklęcia), a ja jestem sam, w dodatku różdżkę mam schowaną gdzieś na dnie torby, a z drugiej strony chęć zrobienia krzywdy Potterowi nie pozwalała mi odejść.
- Co się gapisz, Peregrine? - warknął Potter, poprawiając włosy. Wyciągnąłem różdżkę z torby ukradkiem, kiedy on mówił coś do Blacka. - Jeszcze tu stoisz, pokrako? Zjeżdżaj - rzucił, patrząc na mnie z odrazą.
- Petrificus totalus - zawołałem w odpowiedzi, celując w niego różdżką.
- Pożałujesz tego, Peregrine - warknął Syriusz, zaciskając rękę na swojej.
- Densaugeo - rzuciłem w stronę Pottera, ignorując groźbę Blacka.
Nie mogłem się jednak napawać widokiem nieruchowego Pottera z rosnącymi w zatrważającym tempie zębami, bo już po chwili czarnowłosy powiesił mnie do góry nogami używając zaklęcia "levicorpus".
Po kilkunastu sekundach, podczas których Pettigrew zdążył uciec, a Lupin stał jak wryty i patrzył to na mnie, to na Pottera, to na Blacka.
- Syriusz zdejmij go i się zmywamy - syknął w końcu, słysząc kroki na korytarzu obok. - Znajdę jakieś zaklęcie, żeby... - urwał i zmierzył uważnym spojrzeniem Jamesa. - Naprawić ci zęby.
- Nie ma opcji - warknął Syriusz, mierząc mnie nienawistnym spojrzeniem.
Na nieszczęście nas wszystkich nas wszystkich na korytarz właśnie wszedł profesor Slughorn, rozmawiający z jakimś drugoklasistą, który na nasz widok odwrócił się i uciekł nie żegnając się. Niewychowany gówniarz.
- Panie Black, postaw tego chłopca na ziemi w tym momencie - powiedział Slughorn, patrząc to na mnie, to na Jamesa, a Black niechętnie zdjął zaklęcie, sprawiając tym samym, że upadłem na ziemię niezdarnie. - A tobie co się stało Potter? - spytał, podchodząc do niego, a James wskazał na mnie i skrzywił się z bólu, kiedy jedynki prawie dotknęły jego spodni. - Ah, tak - pokiwał głową i wymruczał cicho jakieś zaklęcie, sprawiając, że zęby okularnika wróciły do właściwego stanu.
- Ty wredny... - zaczął James, kierując się w moją stronę, ale Remus złapał go za ramię mrucząc pod nosem coś w stylu "odpuść'.
- Cała czwórka idzie ze mną do dyrektora - zarządził profesor.
Po niespełna półgodzinnym pobycie w gabinecie Dumbledore'a i wysłuchaniu gadki jacy to my jesteśmy niedojrzali i nieodpowiedzialni, każde z nas dostało tygodniowy szlaban. Osobno, na szczęście.
***********************************************************************
Cześć i czołem, hejka!
Wracamy tu po ponad roku nieobecności, o matko. Ciekawe, czy ktoś jeszcze pamięta, że blogger istnieje.
W każdym razie charakter opowiadania będzie inny, bo tym razem Lestrange daje pomysły i mówi mi co mam pisać, a ja piszę.
Fajna kooperacja, nie?
xx Ela
Nie mam pojęcia co to mogło oznaczać, ale mam nadzieję, że przeczucia się nie spełniają, bo inaczej miałbym poważne kłopoty. Pewnie nie tylko ja, tak swoją drogą.
Z zamyślenia wyrwał mnie głos profesor McGonagall, która chyba mnie o coś zapytała, ale nie byłem w stanie powiedzieć o co takiego. Spojrzałem na Raven z nadzieją, że ta jakoś mi pomoże, ale ona tylko rozłożyła bezradnie ramiona. - Panie Peregrine, zadałam panu pytanie - powiedziała nauczycielka oschle.
- Jaaa... um... mogłaby pani powtórzyć? - podrapałem się po szyi i spojrzałem na nią przepraszająco.
- Jakie nieprzyjemne skutki mogą nas spotkać po nieudanej transmutacji ciała? - zmierzyła mnie uważnym spojrzeniem, pesząc mnie jeszcze bardziej i sprawiając, że język zaczął mi się plątać.
- Yyy... to... eee... - próbowałem wyjąkać odpowiedź.
Dobiegł mnie stłumiony chichot z końca klasy. Chichot, brzmiący, jak szczekanie psa. Syriusz Black to najgorsza, najbardziej chamska, arogancka i zarozumiała osoba, jaka chodzi po ziemi. W dodatku patrzy na moją siostrę tym wzrokiem napalonego kundla.
Ja i Raven uważamy, że to wzrok napalonego kundla, aczkolwiek wszystkie dziewczyny, na które tak spojrzy uważają, że zostały wybrankami serca pana Blacka.
Zaczynam podejrzewać, że Elise też się na to nabrała. Zwłaszcza, że w jego obecności zakłada włosy za ucho tym ruchem, który oznacza jedno. Nie obchodzi mnie fakt, że Elise zaprzecza, jakoby to robiła. Ślepy nie jestem.
- Może nam na przykład psi ogon wyrosnąć - wycedziłem, zaciskając dłonie w pięści.
- Jeszcze raz odezwiesz się do mnie takim tonem, Peregrine, i dostaniesz szlaban - warknęła nauczycielka i powróciła do prowadzenia lekcji.
- Co w ciebie wstąpiło? - parsknęła Raven. - Psi ogon?
- To przez tego debila - burknąłem. - Śmiał się.
Raven wywróciła oczami na moje słowa i odwróciła się do jakieś dziewczyny z tyłu, szepczącej coś do niej. Tamta przekazała jej pergamin, zwinięty w kulkę, mówiąc, że to od Huncwotów.
Moja przyjaciółka podała mi kartkę z cierpką miną. Rozprostowałem ją na kolanie i po kilku sekundach przedarłem ją na pół, zwinąłem w kulkę i wrzuciłem do torby.
Na kartce był dość pokraczny rysunek, przedstawiający chłopaka, podpisanego Noah, który zawzięcie machał różdżką. Potem następował wybuch, a z kłębów dymu wychodzi Noah ze świńskim ogonem i przerażeniem na twarzy.
- Nie przejmuj się nimi... - zaczęła Raven.
- To idioci - dokończyłem za nią i uśmiechnąłem się lekko. - Wiem, nie przejmuję się.
- Zostało pół minuty - powiedziała Raven, wskazując swój wściekle zielony zegarek, a ja odetchnąłem z ulgą i zwinąłem do połowy zapisany pergamin.
Wychodząc z klasy kompletnie przez przypadek usłyszałem, jak Lily krzyczy do Pottera, że jest skończonym idiotą i ma się do niej nie odzywać. Potter na to odparł, że to przecież był tylko żart i żeby przestała wyolbrzymiać.
Chciałbym powiedzieć, że nie wiem, jak rozmowa się rozwinęła, bo nie podsłuchiwałem dalej, ale chęć dowiedzenia się, dlaczego Lily znowu nienawidzi Pottera była silniejsza ode mnie. Powiedziałem Raven, że zobaczymy się później, na obiedzie w Wielkiej Sali i wszedłem w korytarz, w którym stali Huncwoci i Lily, która wyglądała, jakby zaraz miała się rozpłakać. Widząc ją w takim stanie przystanąłem, czego wcale w planie nie miałem. Chciałem przejść korytarzem jak gdyby nigdy nic. Evans widząc mnie powiedziała Jamesowi, żeby ją zostawił i odeszła, potrącając mnie ramieniem.
A ja stałem w tym samym miejscu, jak cielak i nie wiedziałem co zrobić. Z jednej strony wiedziałem, że ich jest czwórka (praktycznie rzecz biorąc dwójka, bo Remus nie uznaje przemocy, a Peter nie umie rzucić porządnie żadnego zaklęcia), a ja jestem sam, w dodatku różdżkę mam schowaną gdzieś na dnie torby, a z drugiej strony chęć zrobienia krzywdy Potterowi nie pozwalała mi odejść.
- Co się gapisz, Peregrine? - warknął Potter, poprawiając włosy. Wyciągnąłem różdżkę z torby ukradkiem, kiedy on mówił coś do Blacka. - Jeszcze tu stoisz, pokrako? Zjeżdżaj - rzucił, patrząc na mnie z odrazą.
- Petrificus totalus - zawołałem w odpowiedzi, celując w niego różdżką.
- Pożałujesz tego, Peregrine - warknął Syriusz, zaciskając rękę na swojej.
- Densaugeo - rzuciłem w stronę Pottera, ignorując groźbę Blacka.
Nie mogłem się jednak napawać widokiem nieruchowego Pottera z rosnącymi w zatrważającym tempie zębami, bo już po chwili czarnowłosy powiesił mnie do góry nogami używając zaklęcia "levicorpus".
Po kilkunastu sekundach, podczas których Pettigrew zdążył uciec, a Lupin stał jak wryty i patrzył to na mnie, to na Pottera, to na Blacka.
- Syriusz zdejmij go i się zmywamy - syknął w końcu, słysząc kroki na korytarzu obok. - Znajdę jakieś zaklęcie, żeby... - urwał i zmierzył uważnym spojrzeniem Jamesa. - Naprawić ci zęby.
- Nie ma opcji - warknął Syriusz, mierząc mnie nienawistnym spojrzeniem.
Na nieszczęście nas wszystkich nas wszystkich na korytarz właśnie wszedł profesor Slughorn, rozmawiający z jakimś drugoklasistą, który na nasz widok odwrócił się i uciekł nie żegnając się. Niewychowany gówniarz.
- Panie Black, postaw tego chłopca na ziemi w tym momencie - powiedział Slughorn, patrząc to na mnie, to na Jamesa, a Black niechętnie zdjął zaklęcie, sprawiając tym samym, że upadłem na ziemię niezdarnie. - A tobie co się stało Potter? - spytał, podchodząc do niego, a James wskazał na mnie i skrzywił się z bólu, kiedy jedynki prawie dotknęły jego spodni. - Ah, tak - pokiwał głową i wymruczał cicho jakieś zaklęcie, sprawiając, że zęby okularnika wróciły do właściwego stanu.
- Ty wredny... - zaczął James, kierując się w moją stronę, ale Remus złapał go za ramię mrucząc pod nosem coś w stylu "odpuść'.
- Cała czwórka idzie ze mną do dyrektora - zarządził profesor.
Po niespełna półgodzinnym pobycie w gabinecie Dumbledore'a i wysłuchaniu gadki jacy to my jesteśmy niedojrzali i nieodpowiedzialni, każde z nas dostało tygodniowy szlaban. Osobno, na szczęście.
***********************************************************************
Cześć i czołem, hejka!
Wracamy tu po ponad roku nieobecności, o matko. Ciekawe, czy ktoś jeszcze pamięta, że blogger istnieje.
W każdym razie charakter opowiadania będzie inny, bo tym razem Lestrange daje pomysły i mówi mi co mam pisać, a ja piszę.
Fajna kooperacja, nie?
xx Ela
Subskrybuj:
Posty (Atom)