Siedziałem na transmutacji, zerkając na Lily co chwilę i
zastanawiając się, co mogła oznaczać moja wizja z tego poranka. Była o
tyle nietypowa, że tym razem nie zobaczyłem przejrzystej sytuacji, a
poczułem zapach skoszonej trawy, usłyszałem melodyjny śpiew ptaka i
zobaczyłem różdżkę upadającą na marmurową posadzkę.
Nie mam
pojęcia co to mogło oznaczać, ale mam nadzieję, że przeczucia się nie
spełniają, bo inaczej miałbym poważne kłopoty. Pewnie nie tylko ja, tak
swoją drogą.
Z zamyślenia wyrwał mnie głos profesor
McGonagall, która chyba mnie o coś zapytała, ale nie byłem w stanie
powiedzieć o co takiego. Spojrzałem na Raven z nadzieją, że ta jakoś mi
pomoże, ale ona tylko rozłożyła bezradnie ramiona. - Panie Peregrine,
zadałam panu pytanie - powiedziała nauczycielka oschle.
- Jaaa... um... mogłaby pani powtórzyć? - podrapałem się po szyi i spojrzałem na nią przepraszająco.
- Jakie nieprzyjemne skutki mogą nas spotkać po nieudanej transmutacji
ciała? - zmierzyła mnie uważnym spojrzeniem, pesząc mnie jeszcze
bardziej i sprawiając, że język zaczął mi się plątać.
- Yyy... to... eee... - próbowałem wyjąkać odpowiedź.
Dobiegł mnie stłumiony chichot z końca klasy. Chichot, brzmiący, jak
szczekanie psa. Syriusz Black to najgorsza, najbardziej chamska,
arogancka i zarozumiała osoba, jaka chodzi po ziemi. W dodatku patrzy na
moją siostrę tym wzrokiem napalonego kundla.
Ja i Raven
uważamy, że to wzrok napalonego kundla, aczkolwiek wszystkie dziewczyny,
na które tak spojrzy uważają, że zostały wybrankami serca pana Blacka.
Zaczynam podejrzewać, że Elise też się na to nabrała. Zwłaszcza, że w
jego obecności zakłada włosy za ucho tym ruchem, który oznacza jedno.
Nie obchodzi mnie fakt, że Elise zaprzecza, jakoby to robiła. Ślepy nie
jestem.
- Może nam na przykład psi ogon wyrosnąć - wycedziłem, zaciskając dłonie w pięści.
-
Jeszcze raz odezwiesz się do mnie takim tonem, Peregrine, i dostaniesz
szlaban - warknęła nauczycielka i powróciła do prowadzenia lekcji.
- Co w ciebie wstąpiło? - parsknęła Raven. - Psi ogon?
- To przez tego debila - burknąłem. - Śmiał się.
Raven wywróciła oczami na moje słowa i odwróciła się do jakieś
dziewczyny z tyłu, szepczącej coś do niej. Tamta przekazała jej
pergamin, zwinięty w kulkę, mówiąc, że to od Huncwotów.
Moja
przyjaciółka podała mi kartkę z cierpką miną. Rozprostowałem ją na
kolanie i po kilku sekundach przedarłem ją na pół, zwinąłem w kulkę i
wrzuciłem do torby.
Na kartce był dość pokraczny rysunek,
przedstawiający chłopaka, podpisanego Noah, który zawzięcie machał
różdżką. Potem następował wybuch, a z kłębów dymu wychodzi Noah ze
świńskim ogonem i przerażeniem na twarzy.
- Nie przejmuj się nimi... - zaczęła Raven.
- To idioci - dokończyłem za nią i uśmiechnąłem się lekko. - Wiem, nie przejmuję się.
-
Zostało pół minuty - powiedziała Raven, wskazując swój wściekle zielony
zegarek, a ja odetchnąłem z ulgą i zwinąłem do połowy zapisany
pergamin.
Wychodząc z klasy kompletnie przez przypadek
usłyszałem, jak Lily krzyczy do Pottera, że jest skończonym idiotą i ma
się do niej nie odzywać. Potter na to odparł, że to przecież był tylko
żart i żeby przestała wyolbrzymiać.
Chciałbym powiedzieć, że nie
wiem, jak rozmowa się rozwinęła, bo nie podsłuchiwałem dalej, ale chęć
dowiedzenia się, dlaczego Lily znowu nienawidzi Pottera była silniejsza
ode mnie. Powiedziałem Raven, że zobaczymy się później, na obiedzie w
Wielkiej Sali i wszedłem w korytarz, w którym stali Huncwoci i Lily,
która wyglądała, jakby zaraz miała się rozpłakać. Widząc ją w takim
stanie przystanąłem, czego wcale w planie nie miałem. Chciałem przejść
korytarzem jak gdyby nigdy nic. Evans widząc mnie powiedziała
Jamesowi, żeby ją zostawił i odeszła, potrącając mnie ramieniem.
A ja stałem w tym samym miejscu, jak cielak i nie wiedziałem co zrobić.
Z jednej strony wiedziałem, że ich jest czwórka (praktycznie rzecz
biorąc dwójka, bo Remus nie uznaje przemocy, a Peter nie umie rzucić
porządnie żadnego zaklęcia), a ja jestem sam, w dodatku różdżkę mam
schowaną gdzieś na dnie torby, a z drugiej strony chęć zrobienia krzywdy
Potterowi nie pozwalała mi odejść.
- Co się gapisz, Peregrine? -
warknął Potter, poprawiając włosy. Wyciągnąłem różdżkę z torby
ukradkiem, kiedy on mówił coś do Blacka. - Jeszcze tu stoisz, pokrako?
Zjeżdżaj - rzucił, patrząc na mnie z odrazą.
- Petrificus totalus - zawołałem w odpowiedzi, celując w niego różdżką.
- Pożałujesz tego, Peregrine - warknął Syriusz, zaciskając rękę na swojej.
- Densaugeo - rzuciłem w stronę Pottera, ignorując groźbę Blacka.
Nie mogłem się jednak napawać widokiem nieruchowego Pottera z rosnącymi
w zatrważającym tempie zębami, bo już po chwili czarnowłosy powiesił
mnie do góry nogami używając zaklęcia "levicorpus".
Po kilkunastu
sekundach, podczas których Pettigrew zdążył uciec, a Lupin stał jak
wryty i patrzył to na mnie, to na Pottera, to na Blacka.
- Syriusz
zdejmij go i się zmywamy - syknął w końcu, słysząc kroki na korytarzu
obok. - Znajdę jakieś zaklęcie, żeby... - urwał i zmierzył uważnym
spojrzeniem Jamesa. - Naprawić ci zęby.
- Nie ma opcji - warknął Syriusz, mierząc mnie nienawistnym spojrzeniem.
Na nieszczęście nas wszystkich nas wszystkich na korytarz właśnie
wszedł profesor Slughorn, rozmawiający z jakimś drugoklasistą, który na
nasz widok odwrócił się i uciekł nie żegnając się. Niewychowany
gówniarz.
- Panie Black, postaw tego chłopca na ziemi w tym momencie
- powiedział Slughorn, patrząc to na mnie, to na Jamesa, a Black
niechętnie zdjął zaklęcie, sprawiając tym samym, że upadłem na ziemię
niezdarnie. - A tobie co się stało Potter? - spytał, podchodząc do
niego, a James wskazał na mnie i skrzywił się z bólu, kiedy jedynki
prawie dotknęły jego spodni. - Ah, tak - pokiwał głową i wymruczał cicho
jakieś zaklęcie, sprawiając, że zęby okularnika wróciły do właściwego
stanu.
- Ty wredny... - zaczął James, kierując się w moją stronę, ale Remus złapał go za ramię mrucząc pod nosem coś w stylu "odpuść'.
- Cała czwórka idzie ze mną do dyrektora - zarządził profesor.
Po niespełna półgodzinnym pobycie w gabinecie Dumbledore'a i
wysłuchaniu gadki jacy to my jesteśmy niedojrzali i nieodpowiedzialni,
każde z nas dostało tygodniowy szlaban. Osobno, na szczęście.
***********************************************************************
Cześć i czołem, hejka!
Wracamy tu po ponad roku nieobecności, o matko. Ciekawe, czy ktoś jeszcze pamięta, że blogger istnieje.
W każdym razie charakter opowiadania będzie inny, bo tym razem Lestrange daje pomysły i mówi mi co mam pisać, a ja piszę.
Fajna kooperacja, nie?
xx Ela
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz